poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 64

Tyle razy podnosiłem rękę, żeby zapukać w drzwi pokoju Emily, że już przestałem liczyć. Louis chyba zabłądził, bo długo nie przyjeżdżał. Bezsilność. To chyba najgorsze uczucie. Jeśli Lou zaraz się tu nie pojawi, to jestem pewien, że zrobię coś głupiego, czego będę żałował do końca życia. Raz, dwa, trzy.. Milion. 
-Harry! - wrzasnął Louis, który zdyszany wbiegł do hotelowego korytarza. Jakiś starszy gość wyszedł z pokoju i zaczął coś tłumaczyć o dobrych manierach, jego czasach.. Nie miałem zamiaru zwracać na niego dłużej uwagi. Louis chyba też, bo wyminął dziadka i usiadł naprzeciwko mnie z pytającą miną. Być może zbyt długo gapiłem się na niego nic nie mówiąc, bo w końcu zirytowany zaczął mną potrząsać. Wtedy się ocknąłem, choć wciąż widziałem i czułem całującą mnie Emily. Mogłem tylko pomarzyć o takim powitaniu. To było cudowne. Dopóki nie spostrzegła, że to ja. 
-Straciłem ją.. Na zawsze. Nie odzyskam jej już nigdy, Lou. 
-Przykro mi, Hazz. Byliście tacy zakochani, może kiedyś jeszcze będziecie razem. Mimo, że jesteś takim dupkiem wszyscy cię kochamy, więc może i ona nie przestała..
-Powiedziała, że mnie nie kocha - musiałem mu przerwać, nie mogłem dłużej słuchać tego gadania. "Wszystko będzie dobrze, nie martw się, będziecie razem". Gówno prawda - Kocha Justina. 
-Jakiego Justina? Aaa. Harry my też kochamy Timberlake'a, ale nie sądzę, żeby kochała go tak, jak Ciebie. 
-Ty jesteś takim kretynem, czy tylko udajesz?! - wydarłem się na niego, a on tylko patrzył na mnie bez słowa - Justin Bieber, cholerny idol i przyjaciel Horana! Zabrał mi Emily. Ona kocha jego, nie mnie. Chodzą na randki, całują się.. Louis, ona nie ma ochoty mnie znać, co dopiero być ze mną.. - załamałem się. Wiedziałem, że nie powinienem się na niego unosić, ale byłem strasznie poddenerwowany tą bezsilnością. Poczułem, jak Tomlinson ciągnie mnie do góry, żebym wstał. 
Wyszliśmy z hotelu Emily. Wiedziałem, że Louis też źle się czuł z faktem, że był tak blisko swojej ukochanej przyjaciółki, a nie mógł jej zobaczyć. Przeze mnie. 
-Gdzie zaparkowałeś? - przerwałem ciszę, która towarzyszyła nam przez ten cały czas. Louis westchnął lekko.
-Jakiś kilometr stąd. Był taki korek, że się wkurzyłem, wysiadłem i pobiegłem do ciebie. Chodźmy już, bo do jutra nie wrócimy do domu - mruknął i przyspieszył kroku. Przyznam, że mnie trochę zatkało. Przynajmniej już wiedziałem dlaczego był taki zdyszany.

*U Emily*

Słyszałam Louisa za drzwiami. Chciałam wybiec z pokoju i rzucić mu się w ramiona. Był moim dobrym przyjacielem, a tak dawno go nie widziałam.. Nie zrobiłam tego. Nie mogłam tak po prostu wyjść, zdeptać Harrego i zacząć rozmawiać z Lou. Nie kocham go. Już go nie kocham. Tyle wycierpiałam.. I w końcu ktoś pomógł mi o nim zapomnieć. Ktoś. Justin. Mimowolnie drgnęły mi kąciki ust. Usta. Dziś pocałowałam Harrego. Głupia, byłam pewna, że to znowu mój chłopak. Miałam rację. Szkoda tylko, że to były chłopak.. Zdałam sobie sprawę, że myję zęby już od piętnastu minut. Wargi mnie piekły. Dlaczego wciąż czułam spragnione usta Stylesa na sobie? Ehh. Wróciłam do pokoju i dopiero wtedy zauważyłam, że dochodzi północ. Chyba nici z rozmowy z chłopcami na Skype. Położyłam się na hotelowym łóżku. Dotąd tak bardzo wygodne, dziś stało się jakieś twarde. Nie mogłam się ułożyć. Minęła chyba wieczność zanim znalazłam dogodną dla mnie pozycje. Akurat wtedy mój telefon musiał zawibrować. Sięgnęłam po niego, żeby zobaczyć kto o tej porze mógł do mnie napisać. "Cześć kochanie, nie mogłem przestać o tobie myśleć. Nadal nie mogę uwierzyć w to co się stało w hotelu.. zgodziłaś się! Do jutra Emily xxx". Jakie to urocze! Już nie mógł beze mnie żyć. Miałam tylko nadzieję, że nie okaże się on takim dupkiem jak mój domniemany przyjaciel z dzieciństwa i jednocześnie mój były. Chociaż już zdążyłam go poznać, w końcu od już dłuższego czasu byliśmy przyjaciółmi. Westchnęłam, gdy na zegarku zobaczyłam drugą trzydzieści. Czas iść spać jutro też jest dzień. 

*U Nialla*

Niall Horan i jego nowa dziewczyna. Irlandczyk z 1D ma nową sympatię. Kolejny z 1D zajęty. Tylko Harry został singlem? 

Ohh tak. Uwielbiam media. Zwłaszcza kiedy nic nie wiedzą, a dowodem jest dla nich jedno jedyne amatorskie zdjęcie. Debile. Idioci. Kretyni. Debile! Potrafią zepsuć człowiekowi życie, a po wszystkim mają do niego jeszcze pretensje, że w ogóle żyje. 

Byłem w MilkShake City. Sam. Piłem shake'a. Bez dziewczyny. Może tym razem nie wymyślą nowej plotki. Chociaż często, a nawet zbyt często sprawdzałem godzinę w telefonie. To już dla reporterów będzie ogromna sensacja. Haha, idioci są wśród nas..


Byłem już zmęczony całą tą sytuacją. Chłopcy mnie wspierali, ale jednak.. Potrzebowałem kogoś kto mnie lepiej zrozumie, niż oni. Jest tylko jedna taka osoba. Nie, nie moja mama. Emily! Tak dawno jej nie widziałem. Nasz kontakt ograniczał się do smsów i do spotkania w Berlinie dwa miesiące temu. Tak nie może być. 
-Halo, Emily? Cześć, nic nie mów. Musimy się spotkać. Tęsknie za tobą cholernie, mam problemy, musisz mi pomóc, tęsknie za tobą i do cholery jasnej chcę cię zobaczyć. Tęsknie strasznie, moja najlepsza przyjaciółeczko. Emily? Jesteś?! - nie dałem jej nawet dojść do słowa. Po krótkiej ciszy usłyszałem jej słodki, cichy śmiech. Czyli się nie rozłączyła. Dobrze..
-Jaki z ciebie wariat. Masz rację, musimy się spotkać. Kiedy macie wolne? Ja teraz miałam dwa dni, ale mam jechać do Nowego Jorku zagrać dwa koncerty, więc jutro już wyruszam. Nadal tam jesteście? - spytała, a ja myślałem, że się opluję shakiem ze szczęścia. W końcu się zobaczymy! Dobrze. Opanuj się Horan. Ona nie jest twoją dziewczyną. Ah, te media cholerne. Psują człowiekowi i życie, i psychikę.
-Pewnie! To będziemy na ciebie czekać. Jak tylko przyjedziesz do NY to koniecznie zadzwoń, a ja cię znajdę i razem gdzieś pójdziemy coś zjeść.. 
-Tak i zabierz chłopaków! 
-Emily - zmieniłem ton rozmowy na poważniejszy - nie żartowałem, mówiąc o tych problemach. Naprawdę potrzebuję z tobą pogadać.
-Coś się stało? - widać było że ją zaniepokoiłem. 
-Tak. Nie. Nie wiem. Trochę tak, ale nie martw się na zapas. Wszystko wyjaśnię ci wszystko, gdy się spotkamy, dobrze?
-Dobrze, ale mimo wszystko się martwię. Przepraszam cię, Horan, muszę się spakować, bo znając życie czegoś zapomnę. Trzymaj się stary kumplu - zaśmiała się i rozłączyła. 

* U Louisa *

Zawsze mówili, że świetnie przytulam, pocieszam. Nigdy w to nie wątpiłem. Do teraz. Harry siedział w swoim pokoju załamany. Nie wychodził w ogóle z domu. Jego spacery ograniczały się do kuchni, lub łazienki. Właściwie to bardzo często widziałem go w kuchni. To ciekawe. Jedni zamykają się w sobie, nie chcą jeść, pić.. Muszę przyznać, że Harry je więcej niż ja i Niall razem wzięci. Co chwilę czegoś brakuje w lodówce i szafkach. Szczególnie czekolady. O zły losie. Czyżby Harry popadł w depresje i zachowuje się, jak te wszystkie nastolatki ze złamanym sercem? Proszę nie.. Nie mamy w domu tylu chusteczek. Dobra. Koniec tych żartów, muszę pomóc swojemu przyjacielowi. Poszedłem do jego pokoju, ale go nie zastałem. Łazienka była wolna, więc pewnie znów poszedł pochłaniać nasze hotelowe zapasy. Swoją drogą jaki wielki ten apartament. Normalnie na całe piętro! 
-Harry odstaw te płatki jeśli ci twoje ciało miłe! - zagroziłem mu. Jak tak dalej pójdzie to roztyje się tak, że będzie mógł nam robić za nowego ochroniarza. Spojrzał na mnie obojętnie.
-Chcę jeść, nie możesz mnie głodzić - mruknął, a ja się zaśmiałem. To naprawdę chore.
-Głodzić? Jesz więcej niż słoń w ciąży, o jakim głodzeniu ty mówisz?! Zostaw to cholerstwo, powiedziałem! Cały czas chodzisz w tej samej bluzce, jeszcze mi powiedz, że majtek nie zmieniasz. Nie, nawet nie odpowiadaj. Idź debilu się umyj. Na jutrzejszym koncercie też tak będziesz wyglądał? - nie wiedziałem jak przemówić do tego jego małego rozumu. 
-Nie idę na koncert. Grajcie beze mnie.
-Ty chyba oszalałeś przez ten nadmiar tłuszczu! - ręce i gacie opadają, jak to mówią. Jak dotrzeć do tego człowieka? Wtem do pokoju wtargnął wesoły Irlandczyk. 
-Mam dla was dwie wiadomości i obie są bardzo dobre! Po pierwsze Emily jutro będzie w NY i mamy się z nią spotkać, a po drugie nasz przyjaciel Justin postanowił nas dzisiaj odwiedzić - zawołał. Ja pierdole, gorzej być nie może. Harry odstawił miskę i  pobiegł do salonu, gdzie pewnie teraz był Justin.
-Dzięki, Niall. Wreszcie odciągnąłeś go od jedzenia. 
-To chyba dobrze, co? - spytał nic nie wiedząc. 
-Żartowałem. On go zabije. 

* U Harrego *

Jak tylko usłyszałem to imię rzuciłem miskę na stół i pobiegłem do salonu. Nie zastanawiałem się nad tym jak wyglądam. Pewnie jak sześćdziesiąte dziewiąte nieszczęście. Nieważne. Ważne, że miałem rację. Na kanapie siedział sobie Justin. Nie widział mnie, był tyłem. Jednak się odwrócił. Wstał. Zmierzyliśmy się oboje wzrokiem. On odebrał mi Emily.. Zacisnąłem dłonie w pięść, po czym zrobiłem krok przed siebie. Poczułem mocne szarpnięcie..





***********************
Przepraszam, że tak długo czekaliście. Na szczęście rozdiał już jest i mam nadzieję, ze sie wam spodoba.Proszę, wybaczcie mi, ale milam tle naouki, ze szkoda gadać. Postaram sie szybko dodać następny. W ramach rekompensaty za ten. No oczywiście, jak podkażdym rozdiałem dziękuję, za komentarze i liczbę wyświetleń. Jestecie niesamowici, pozdrawiam 
Kiwcia xxx.

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 63

2 miesiące później

* U Emily *

Jak ten czas szybko mija. Pamiętam jak 2 miesiące temu cierpiałam po rozstaniu z Harry. Teraz już tak nie jest, a czemu? To wszytko dzięki Justinowi, zaczęliśmy się spotykać, chyba nawet mi się spodobał. Cały czas o nim myślę. Zaczęło się w Las Vegas na jednym z moich koncertów. Justin był moim gościem honorowym. Potem wyszliśmy na kolacje, w następnych dniach więcej się spotykaliśmy, aż w końcu on zaczął trasę BELIEVE po Europie, a ja wyjechałam do Bostonu. Oczywiście cały czas do siebie dzwonimy. Nie będę ukrywać, że popsuł mi się kontakt z chłopakami z 1D. Ostatnio rozmawiałam 2 tyg. temu z Zaynem, aby dowiedzieć się gdzie jest aktualnie Perrie. Niestety się wyminęłyśmy, teraz Little Mix są w LV. Co z Edem? No więc rozmawiamy co 3 minuty przez telefon oczywiście. Nie wiem co bym bez niego zrobiła, poleca mi jak rozwinąć moją karierę , ale również co robić, aby nie przyłapano mnie tym jak w nocy wykradam się do jadalni hotelowej. Jak wiadomo, z Kate jest wszytko w porządku. Normalnie ze sobą piszemy, oczywiście to nie jest to co było kiedyś, ale jesteśmy na dobrej drodze. 


* U Harrego *

Wielu pewnie zastanawia, co tam u mnie słychać. Tak naprawdę obchodzi to z 9 osób. Na szczęście zerwałem z Caroline. Jest to zwykła jędza, która potrzebuje kasy i seksu. Ja głupi dałem się nabrać. I jeszcze ta ciąża, która jest kompletną ściemą. Jak taka stara baba może zajśc w ciążę. Powinienem ją rzucić już wtedy, i nie ranić tak Emily. Właśnie, Emily. Nie rozmawiałem z nią od 2 miesięcy. Brakuje mi jej, cholernie mi brakuje. Najlepiej poszedł bym do niej i pocałował. Boże jaki ja głupi jestem. Czemu zrobiłem jej coś takiego! Kocham ją. Nie wiem ile potrzeba było nam rozstań, żebym to zrozumiał. Nie powiem oczywiście z czyjej winy. Teraz wszyscy mi to mówią, zebym trzymał się jednej, bo w moim przypadku, jest wykluczone, żebym zapraszał do pokoju kilka na raz. Ludzie ogarnijcie się! Czy ja wyglądam na takiego co się bawi dziewczynami jak marionetkami?! Dobra nie odpowiadajcie, ale potrafię kochać. Potrafię kochać tylko jedną osobę na tym świecie i jest to Emily. I nie zamierzam dłużej czekać, żeby ją zobaczyć. Postanowiłem działać.
-Louis!!!!!!!!
-Czego?
-Mam takie pytanie...
-Wal śmiało.- powiedział, lecz widząc moje przygnębienie dodał - Spoko, wszyscy gdzieś poleźli jesteśmy  tu tylko my. 
-Kiedy ostatnio rozmawiałeś z Emily?
-O BOżE! Dzięki za przypomnienie, nie rozmawialiśmy z nią od ponad miesiąca. Muszę zadzwonić. Ejej.. Co się stało? Wiesz, nie znam się na tym, ale 2 miesiące temu to ty ją chamsko rzuciłeś, wiec nie rozumiem o co chodzi w twoim zachowaniu. Ogólnie o co ci chodzi. Przejmujesz się o nią i w ogóle. 
-Louis przestań.- zacząłem, ale mi przerwał.
-Nie znam nikogo, kto by postępował jak ty.
-Ja wiem. Naprawdę. Możesz, ze mną chociaż chwile porozmawiać, nie wypominając błędów.
-Dobrze, mów wszystko. 
-Jestem idiotą. Debilem, chujem, skończonym pierdołą. Wszystko spieprzyłem, czasami mam ochotę się za to wszystko powiesić. Ja naprawdę kocham Em. Kocham ją od dawna i zawsze będę. Caroline mi namieszała w głowie, ale zrozumiałem co się dla mnie naprawdę liczy. To przez nią taki się stałem. Możesz zadzwonić do Em i zapytać się jej gdzie jest, bo chcę do niej jechać. Proszę mamy teraz 2 dni wolnego.- prosiłem go jak małe dziecko. 
-A więc jednak masz uczucia. Wygrałem zakład.
-Co? Z kim się założyłeś?!
-A wiesz to było z jakieś 1.5 miesiąca temu jak jeszcze byliśmy źli. Założyłem się z Zaynem. I wygrałem.
-To nie jest miłe. 
-Wiem, teraz gdy już jest prawie po wszystkim, Harry przepraszam.
-Tak, wybaczam. Ale zrób to dla mnie i zadzwoń do Emily. 
-Ta, już dzwonie.

* U Emily * 

Właśnie miałam wychodzić z pokoju hotelowego, gdzy zadzwonił telefon. 
-Halo?
-Halo! Emily? Heeej, co tam?
-Louis. Haha jak dawno nie rozmawialiśmy. Stęskniłam się.
-Ja wiem. Przepraszam, że nie dzwoniłem ale pracowaliśmy nad nową płytą. W końcu wychodzi za kilka dni.
-No tak, wiem. A co tam porabiacie?
-Mamy wolne, aktualnie jesteśmy w Nowym Yorku, a ty?
-Ja w Washingtonie! Ale za 2 dni jadę do was. Zagram 2 ostatnie koncerty i Londyn!
-To miło. A tak konkretnie to gdzie jesteś, bo H.. Niall chce wiedzieć. 
-Jestem w Avenue Suites Hotel. Niedaleko centrum. I jest duża restauracja. To dla naszego głodomorka. 
-Spoko, wiesz muszę kończyć, ale wieczorem moze pogadamy na Skypie. 
-Jasne to pa!
-Papa!- co za wariat. Serio za nim tęskniłam, jeszcze fajniej będzie wieczorem jak wszystkich zobaczę. Własnie miałam iść zwiedzać miasto. Lecz gry otwierałam drzwi, na przeciw stał mój przyjaciel Justin!
-O mój boŻe!!!!!- zaczęłam krzyczeć.
-Cichoo.-zakrył mi usta dłonią. - Bo fanki skapnął się, że nie ma mnie w Berline.
-Okej, ale się stęskniłam.
-Ja też, wychodzisz gdzieś?
-Miałam iść, ale teraz sobie odpuszczę, nie każdy ma szanse spędzić czas z no tobą.
-Kochanie, a może chcesz spotkać prezydenta Obame?
-Taak! 
-Ale nie dziś. Dziś idziemy razem na lunch. Chodź!!!
-A fanki?
-Nie mogą przerwać mi w randce z najśliczniejszą osobą na ziemi.- powiedział i momentalnie odwrócił się do mnie.
-Randki?- zapytałam, udając, ze nie dosłyszałam.
-Tak, proszę, zgódź się. Czekałem na to 2 miesiące. A pod koniec dnia powiesz mi jak było.
-Zgoda, chodźmy. - z jednej strony cieszę  się, ale z drugiej chyba nie jestem na to gotowa. Justin to najpopularniejsza osoba na świecie. Już wiem co będą na mnie mówiły fanki. Ale raz się żyje.

To był zdecydowanie najlepszy lunch w moim życiu. Zero paparazzi. I maksymalna dawka śmiechu, jakiej człowiek może doznać. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Muszę się przyznać, że podoba mi się Justin, i chyba się zauroczyłam. Jak mnie dotyka po moim ciele przechodzi dreszczyk. A te jego oczy. Mogłabym sie w nie patrzeć wieki. Co właściwie teraz robię? Leże na łóżku i rozmyślam po rozstaniu z Justinem, który musiał wracać do swojego hotelu. Szkoda, było tak fajnie. Aaaa. Zachowuję się jak jakaś nastolatka, która przeżywa pierwszą miłość. Nie wiem już. Chcę się z nim spotkać. Nie wiem, coś mi odbija. Włąnsie chciałam zacząć skakać po pokoju gdy usłyszałam ciche pukanie. Podeszłam do drzwi i po mału je otworzyłam.
-Emily, bo ja się stęskniłem.- powiedział ze spuszczoną głową, zaraz potem skierował ją na mnie a ja ujrzałam te niebiańskie piwne oczy.
-Justin to miłe. Może wejdziesz.
-Nie, ja chciałbym coś sprawdzić. Pozwolisz?- zapytał się. Za bardzo nie rozumiałam o co chodzi, ale kiwnęłam głową na tak. Ten dosłownie, w mgnieniu oka, rzucił się na mnie. Nie czułam nic oprócz jego ustach na swoich i jego rąk błądzących po moim ciele.Zdecydowanie się zakochałam. Nie wiem ile trwał ten pocałunek, ale zdecydowanie za krótko. 
-Emily, przepraszam, nie powinienem. Ale cie no...- zabrzęczał coś pod nosem.- Kocham cię.
-Nie wiem czy to dobrze, ale ja czuję to samo. - uśmiechnęłam się.
-Emily O'Connery czy zechcesz zostać dziewczyną najpopularniejszego nastolatka na świecie?
-Jaki skromny, oczywiście, że tak. Ale obiecaj mi, ze mnie nei zranisz. 
-Nawet nie mam zamiaru. - powiedział a jego usta znów znalazły się przy moich. Niesamowite uczucie. Dopiero teraz zauważyłam, ze drzwi są niedomknięte. Ale co mnie to teraz odchodzi liczy się tylko Justin.


Oczywiście Justin nie mógł zostać na noc, ale bardzo miło spędziliśmy czas. Zamówiliśmy sobie truskawki w czekoladzie do pokoju. Było tak romantycznie. Teraz chcę tylko iść spać, a rano spotkać się z ekipą i ćwiczyć, przed następnym koncertem. Jak zwykle wszystko idzie nie zgodnie z moimi myślami. Znów usłyszałam pukanie. Uśmiechnęłam się, gdyż pierwsze co mi przyszło do głowy to Justin. Już wiem nawet jak go przywitam. Jest godzina 22.30, więc na korytarzach już ciemno, uznałam, ze będzie romantyczniej gdy ja tez zgaszę światło. Otworzyłam drzwi i od razu zaczęłam całować Justina. Zaraz, zaraz, coś mi tu nie pasowało, przez 2h ludzie nie rosną i nie stają się masywniejsi. Szybko zapaliłam światło, potem było coraz gorzej.
-Harry? Kurwa co ty tu robisz.
-Nie masz pojęcia jak tęskniłęm za twoimi ustami. 
-Możesz wytłumaczyć mi co się dzieje?
-Musiałem do ciebie przyjechać. Wiem jak okropnie cię zraniłem. Jestem dupkiem. Chce być tylko z tobą. Tylko ciebie potrafię kochać. Jesteś najlepszym co mi się w życiu przytrafiło. Wiem, że mi tak szybko nie wybaczysz i wiem, że teraz pewnie jest ci niedobrze na mój widok. Ale proszę, powiedz, że coś do mnie jeszcze czujesz.- widziałam jak miał łzy w oczach, ale ja muszę to zrobić.
-Przykro mi, ale kocham Justina. Między nami wszystko skończone, powinieneś to wiedzieć. 
-Widziałem was jak się całujecie, zrobiłbym wszystko by być na jego miejscu. 
-Jedyne co mogę zrobić to powiedzieć, ze kiedyś może ci wybaczę, ale już nigdy nie będziemy razem. I masz rację, idź już bo niedobrze mi się robi na twój widok.- powiedziałam i zamknęłam drzwi. Ten człowiek to ma tupet. Nawet nie wiem czy mówił prawdę. Jedyne co wiem, to że nic już do niego nie czuję.


* u Harrego * 

-Ale ja cie kocham.- szepnąłem w jej drzwi. Jak mogłem to wszystko spieprzyć. Wystarczy, że wszedłbym do jej pokoju 5 minut wcześniej, a to ja był bym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 
-Louis przyjedziesz po mnie?- powiedziałem ześlizgując się po ścianie obok jej drzwi. 
-Harry co się stało, gdzie jesteś? Wszyscy się martwimy. 
-A gdzie mogę być?! Jestem u Emily. To już koniec Lou. Straciłem wszystko. Proszę przyjedź po mnie. 
-Będę jak najszybciej jak się da. Obiecuję nigdzie się nie ruszaj!-krzyknął.



**********
I oto czekaliście miesiąc. 24 komentarze to nie to czego sie spodziewałam, ale jednocześnie nie moge wytrzymać bez pisania. Oczywiście bardzo was proszę o komentarze i reklamowanie moge bloga, bo ja robiłam już wszystko, i za bardzo nic nie zdziałałam. No oczywiście napiszcie na dole, jak wam sie podoba rozdział. Albo czy sie wam nie podoba. No następny powinien być coś około za tydzień, gdyż będę dodawała systematycznie. No i co jeszcze. Kiwcia melduje się   xxx.



niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 62

* przeczytajcie notkę pod rozdziałem < WAŻNA >


* U Harrego *

Oczywiście nie obeszło się bez wrzasków chłopców w samochodzie. W hotelu już się do mnie nie odzywali. Nie brali pod uwagę mojego zdania. Jak ja chcę oglądać Shreka, to oni puszczają Gladiatora! W końcu poszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Niecałe dwa lata temu w X-Factor 2011, w którym wygrały Little Mix, poznałem Caroline. Na początku myślałem, że jest to najseksowniejsza kobieta pod słońcem, nie myliłem się, jak już to zrobiliśmy. Mielimy taki jakby romans, potem zaczęliśmy chodzić, a następnego dnia ona ze mną zerwała. Pamiętam, jaki byłem wtedy załamany. Ona zadzwoniła do mnie, akurat gdy wszystko sobie poukładałem z Emily. Ciągle mam ten mętlik w głowie. Będąc z Caroline powinienem być szczęśliwy, a cały  czas myślę o Emily. Która ma naturalne blond włosy, a nie farbowane, wróć! Nie mogę oczerniać w myślach swojej dziewczyny. Nie powinienem, ale tak mnie korciło. Ahhh. W takich chwilach potrzebuję przyjaciół, a ich nie mam. Może źle wybrałem, może powinienem zadzwonić do Emily i ją przeprosić i rzucić dla niej Caroline. Ludzie mają rację, jak tak zrobię to faktycznie wyjdzie na to, że bawię się dziewczynami. Nie będę się tym zamęczał. Kocham Emily, to znaczy Caroline i będę z nią do końca życia. A teraz idę spać. 

* U Ed'a *

Em to moja przyjaciółka, jeżdżę z nią w trasy, pocieszam, to przyjaźń idealna. Podobnie mam z Harrym- myślimy o tym samym i mamy podobny gust. Mo tylko inaczej traktujemy dziewczyny. Nie na przykład mógł bym rzucić jednej dla drugiej jak on ostatnio. . To nie mój styl i ja przynajmniej myślałbym o jej uczuciach. Wiem co teraz przeżywa Emily, z chęcią przebrałbym się za Harrego i wszystko naprawił. Najchętniej sam  bym ją pocieszył będąc z nią, ale czasem  z Harrym się różnimy, mianowicie Emily mnie nie pociąga. Oczywiście jest piękna i utalentowana, ale to mój typ.
-Co robisz?- zapytałem dziewczyny, która leżała na łóżku.
-Odpisuję fanom. To takie miłe, że się o mnie troszczą i unfollowują Harrego. 
-Wiesz, że to mój przyjaciel.
-Wiem, ale ty mnie rozumiesz. Wiesz, zapomniałam ci powiedzieć. Justin Bieber do mnie zadzwonił, trochę tam porozmawialiśmy o Harrym, on wspominał zerwanie  z Seleną. Potem zaproponował mi spotkanie. Jak pojedziemy do Las Vegas,  za 3 dni to się z nim spotkam. 
-To fajnie, podziwiam Justina, jest taki młody z zrobił taką karierę. 
-No nie? Ej, ej! Ed słuchaj oto jeden tweet : ,,Nienawidzę Harrego za to co ci zrobił. Mam nadzieję, ze szybko powrócisz do normalnego funkcjonowania i zagrasz wspaniały koncert w LV! Już nie mogę się doczekać. PS. Kupiłam VIP''
-Spoko w LV musimy się rozdzielić ja jadę do LA nagrywać piosenki a ty do NY, gdzie dasz inne koncerty i wystąpisz w kilku programach. Spotkamy się dopiero pod koniec trasy w Londynie w listopadzie. -przytuliłem ją. Będę tęsknić.


* U Harrego *


Jak tak dalej pójdzie to stracę połowę followersów. Tak, już cały świat, wie o tym, że ja i Emily nie jesteśmy razem. Co więcej, wszyscy maja pretensję do mnie. No dobra, nie dziwię się. Właściwie dziwię się tylko czemu to wszystko zrobiłem. Odpowiedź wydaje się prosta,a le wcale taka nie jest. Sam się zastanawiam. Szkoda jest mi Emily, ona na prawdę mnie kochała, a ja się tak zachowałem. Co do uczuć Caroline nie jestem pewny. Kiedyś było nam sobie dobrze, teraz tez jest, lecz nasze spotkania wyglądają bardziej na romans. Nagle usłyszałem dzwięk telefonu.
-Halo?- odebrałem.
-Hej.
-Caroline! Cześć skarbie, co tam słychać? Czy ty płaczesz?
-Harry, ludzie mówią, że jesteśmy razem dla pokazu i seksu. Co ja mam robić, wytykają mnie palcami i wyzywają od suk. Proszę, pomóż mi. 
-Spokojnie, to wszystko przez moje fanki, wiesz jak one mnie kochają.
-Ale nie tak bardzo jak ja. Tylko ja znam cię jak nikt inny.
-Czy ty to właśnie powiedziałaś? Pierwszy raz od kąt się znamy, powiedziałaś to. 
-I to szczera prawda. 
-Jest tylko jeden sposób by temu zapobiec.
-Jaki?- zapytała.
-Mogę odejść z zespołu i mógłbym otworzyć jakąś firme.
-Skoro to ma nas uszczęśliwić. Dziękuję ci, wyjedziemy gdzieś, wszyscy o nas zapomną. Zobaczysz zaczniemy nowe życie. We trójkę. 
-Caroline, czy ty?
-Tak, odejdź dla nas z zespołu.
-Wszystko. Niedługo wrócę. Kocham cię. Pa- powiedziałem i opadłem szczęśliwy na łóżko. Będę ojcem, to było moje marzenie. ,, Kiedyś moje marzenie się spełni, zostanę artystą''. Słowa skierowane do Emily 5 lat temu. Co ja mam robić. Będę ojcem, muszę porozmawiać z chłopakami Nie wiem, nie wiem  co mam robić.
-Chłopaki!- krzyknąłem wychodząc z pokoju.
-Czego?-odpowiedział Liam.
-Muszę z wami poważnie porozmawiać.
-Co, w końcu ogarnąłeś, ze Caroline jest z tobą tylko dla seksu i chce mas zniszczyć. Tak gratulacje.
-Co? O czym wy gadacie.- wziąłem głęboki wdech i powiedziałem.- Będę ojcem!.- popatrzyli na mnie jak na idiote.
-Muszę odejść z zespołu.
-Co ty pierdolisz! - krzyknął Louis. 
-Czy ty zmysły postradałeś. Prędzej ja zajdę w ciąże niż ta szmata!- dodał Niall.
-Nie mówcie tak o niej, kochamy się, czy wy tego nie widzicie. Będę miał dziecko, z nią!
-Rób co chcesz. Przypominam ci, że to było twoje marzenie, nie wiem co się z tobą stało. Na chwile obecną i tak zostajesz bo kontrakt ci na nic nie pozwala. Idź już na górę, bo nie mam ochoty cię oglądać.- powiedział Louis z zaszklonymi oczami. Rany co ja zrobiłem. 


**********

Okej. Zawieszam bloga. Nie chcę tego robić bo wiem, że trochę z was to czyta. No właśnie TROCHĘ. Rozdział 62, 45 obserwatorów, a was stać jedynie na 4 komentarze. Może nie macie czasu, ale ja mam czas, żeby napisać rozdział. Komentarz nie zajmuje, aż tyle czasu. Szczególnie taki krótki jak : Super!. Możliwe, że zmienie decyzję, w zależnosci od ilości komentarzy, bo naprawdę to aż boli. Oczywiście mój blog niedługo będzie miał rok, co jeszcze bardziej mnie irytuje. Bo serio 4? Dobra, jakby coś macie mojego tt to piszcie. Kiwcia odmeldowuje się. Tymczasowo xxx.




niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 61

Minął tydzień od mojego wyjazdu z Londynu. Trzy dni temu zagrałam koncert w Paryżu, otwierający całą trasę. Cudowne uczucie. Stać na scenie ze twoim przyjacielem przed tłumem fanów, którzy chcą usłyszeć wasz  duet. Cieszyłam się, że Simon wpadł na pomysł, aby połączyć nasze trasy koncertowe w jedną. Ciągle przebywałam w towarzystwie wspaniałego człowieka, jakim jest Ed Sheeran!
-Co czytasz? - spytałam rudzielca leżąc na kanapie w naszym busie, który właśnie zmierzał do Berlina na kolejny koncert. 
-Jakiś brukowiec - mruknął i niechętnie mi go podał. Już wiedziałam, co tam napisali. Następny artykuł o cudownej miłości Harrego i Caroline, którzy mimo tylu przeciwności są razem, którzy powinni zostać Najlepszą Parą 2012. Mimo wszystko zaczęłam ją przeglądać. Nie pomyliłam się. Poświęcili, aż cztery strony na zdjęcia obściskującej się i całującej, zakochanej pary. Cztery strony wypisywali o ich szaleńczej, prawdziwej miłości. O, nawet znalazłam fragment, że związek mój i Harrego był dla niego toksyczny, że dopiero teraz widać jakim jest szczęśliwym człowiekiem, że byliśmy razem tylko po to, aby mnie wypromować. Hahaha, co za hieny. Nie tak dawno pisali, że byliśmy wielce zakochani, a teraz w większości artykułów mnie obrażają. Rzuciłam  gazetą w stronę łóżka Eda i weszłam na Twittera. Jak ja się cieszę, że mam takie kochane fanki. O Boże.. A co to?
-Ed, widziałeś?!
-Co? - zapytał i szybko podszedł do mnie. 
-Widzisz te cyferki?
-Matko Emily, kiedy ty to zrobiłaś?! Gratuluję!
-To nie ja, to moje fanki. Ale widzisz to? Czy ty widzisz te siedem milionów?! - wrzeszczałam podekscytowana. Dawno nie byłam na Twitterze.. Ostatnim razem miałam trochę ponad pięć milionów obserwujących. A tu taka niespodzianka!
-Trzeba to uczcić! Idę do kierowcy, żeby się zatrzymał w jakiejś restauracji! Poczekaj chwilę, Em - i już poleciał do Johnego, naszego kierowcy busu. W tym czasie usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Chwilę zajęło mi jego znalezienie.
-Halo? - spytałam ciągle podekscytowana. 
-Cześć Emily, czemu się nie odzywasz? 
-Nie miałam czasu, przepraszam - tak, skłamałam. Jednak nie potrafiłam normalnie gadać z chłopakami. Ciągle miałam przed oczami Harrego - Co u was słychać?
-Nic ciekawego - zaczął tajemniczo blondyn- siedzimy w Coffe Heaven w Berlinie, a Louis próbuje dodzwonić się do Simona, żeby pozwolił nam przyjść na twój jutrzejszy koncert. A co porabiasz?
-Gdzie jesteście? - spytałam dla pewności. Co oni robili w Niemczech? Przecież powinni być teraz w Szkocji.
-W Berlinie. Słuch ci się pogorszył? Kiedy będziecie? Trochę tu zimno, pospieszcie się. Wiesz, że Lou jest niecierpliwy..


Dwa słowa, pięć chłopaków. Dzikie małpy. Tak. Żadne One Direction, tylko najdziksze małpy, które drą się wniebogłosy, skacząc przy tym wyżej niż kangury. Tak. Dokładnie. To określenie najlepiej do nich pasuje. Chociaż może nie do Harrego. On nie wydawał się być szczególnie zadowolony, że mnie widzi. Mimo, że chciałam się do niego przytulić, pocałować, poczuć jego słodki zapach, powiedzieć, że go kocham, choć tak bardzo mnie zranił.. Postanowiłam być twarda. Kiedy już mnie wszyscy wyściskali, Harry podszedł ostatni. Pokazał te swoje cudowne dołeczki w jeszcze wspanialszym uśmiechu. 
-Cześć Emily - powiedział powoli. 
-Cześć Harry, co u ciebie? - spytałam udając obojętność. Widziałam na twarzy chłopaków ulgę, że nie skaczemy sobie do gardeł, a spokojnie rozmawiamy. Nawet nie wiedzieli, że pod tą maską obojętności drzemią we mnie tak skrajne uczucia.. Rozpacz, żal, radość, miłość, szczęście, pech, smutek, gorycz.. Tylko Ed wiedział co czuję. 
-W porządku, a u ciebie? Jak po pierwszym koncercie?
Poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach i lekkie łaskotanie w okolicy ucha. Uśmiechnęłam się.
-Niall, co ty wyprawiasz? - zapytałam blondyna, który odkręcił mnie w swoją stronę i przysunął do siebie. Bardzo blisko. Wtedy zaczął ze mną tańczyć. Chłopcy śmiali się i przyglądali z zaciekawieniem. My też się śmialiśmy. Liam albo Zayn włączyli muzykę w telefonie. Kilka najprawdopodobniej Niemców zatrzymało się, żeby przyjrzeć się, co ta dwójka idiotów wyprawia przed wejściem do Zoo. W końcu Irlandczyk przerwał, podziękował za taniec i wróciliśmy do reszty.
-Hm, a czemu nie ma z wami Kate? - spytałam, dopiero co zauważając jej nieobecność. 
-Nie mogliśmy zabrać jej ze sobą w trasę. Zresztą nie chciała. Powiedziała, że ma coś ważnego do zrobienia w Londynie - rzucił Louis, który właśnie zaczął się do mnie mocno przytulać - Idziemy na lody? Chodźmy, tutaj są dobre lody! - krzyczał jak dziecko, chociaż ciągle mnie nie puszczał. To się robiło trochę dziwne. Najpierw Niall ze mną tańczył, teraz Louis się do mnie przyklejał, a następnie może Zayn zacznie ze mną chodzić trzymając mnie za rękę? O co im chodzi? Zaśmiałam się głośno.
-O co chodzi, Em? - spytał Liam, który szedł przede mną.
-Przed chwilą pomyślałam o tym, że Zayn złapie mnie za rękę.. Nie myliłam się, haha! - ciągle się śmiałam. Oni tylko się uśmiechali. To było podejrzane. Nawet bardzo. Spojrzałam na Harrego, ale wydawał się być równie zaskoczony reakcją chłopaków na nasze spotkanie, jak ja, czy Ed. W sumie.. Chłopcy zachowywali się, jakby Harry tutaj "był, bo był", ciągle się mną zajmowali. Natomiast szanowny pan Styles był pochłonięty rozmową z szanownym panem Sheeranem. 

-Dobra, chłopcy to się robi chore. O co chodzi? - zapytałam po tym, kiedy Liam i Niall nie mogli przestać całować mnie w policzki. Nie zdążyli mi odpowiedzieć, bo już słychać było dziki wrzask Harolda. 
-Idioto, co ty zrobiłeś?! 
-Sorry, Harry.. Nie chciałem - zaczął Lou, który mimo tych szczerych przeprosin nie mógł powstrzymać śmiechu, widząc Harrego całego w lodach. Byłam ciekawa rozwoju sytuacji. 
-Jasne. Przecież wiem, że zrobiłeś to specjalnie!
-Harry, uspokój się. Wiesz, że to był wypadek - wtrącił się Zayn.
-Wypadek, akurat! Myślicie, że nie wiem o co wam chodzi? Ciągle kleicie się do Emily, żebym był zazdrosny. Ale jesteście beznadziejni i głupi. Nie możecie zrozumieć, że nic już mnie nie łączy z tą dziewczyną oprócz wspomnień i przyjaźni? Ja już jej nie ko..
-Spieprzaj Harry z tą przyjaźnią - krzyknęłam do niego i szybkim krokiem zmierzałam w stronę busu. Jak on mógł nazwać mnie "tą dziewczyną"? Od zawsze byliśmy przyjaciółmi. Kłóciliśmy się, zostawił mnie, ale potem wrócił. Zostaliśmy parą. Zerwaliśmy. Znów się kłóciliśmy.. I tak w kółko. Ale nigdy nie powiedział do mnie "ta dziewczyna". Może jestem głupia, ale zabolało mnie to najbardziej. Niall i Ed przybiegli do mnie i bez słowa szli tuż obok. Pewnie nie wiedzieli, co powiedzieć. Domyśliłam się też, że Lou, Zay i Liam zostali z Harrym, aby go opieprzyć. Westchnęłam. Nie mogłam się rozpłakać. Dopóki nie wejdę do busu, nie mogę. W końcu tyle tu tych paparazzich. 


* U Kate *

Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Emily mi wybaczyła. Tyle na to czekałam. Szkoda, że zaraz potem musiała wyjechać. Od tego czasu rozmawiałam z nią dwa razy przez telefon, a na Twitterze pogratulowałam wspaniałego koncertu w Paryżu. Żałuję, że mnie tam nie było. Eh, dość! Mam coś do załatwienia. 

Matko, stoję pod studiem X Factora już od godziny i zamarzam. Nie da się ukryć, że jesień już się kończy. Niedługo przyjdzie zima i będzie jeszcze chłodniej. O Boże! Zupełnie zapomniałam o szkole. Rodzice mnie zabiją. Już to widzę.. Te wszystkie rozmowy.. "Nie jesteś gwiazdą, masz się uczyć". Chyba, muszę porozmawiać z dyrektorem. O, Caroline Flack wyszła ze studia. Podejdę do niej. Chętnie ją poznam. 
-Hej, stój! - zawołałam, a kobieta błyskawicznie stanęła. Mam ją. Teraz mogę zrobić jej taką aferę i wykrzyczeć w twarz, co o niej naprawdę myślę. 
-My się znamy? Kojarzę cię skądś.. - rzuciła.
-Jestem Kate, przyjaciółka Emily, byłej dziewczyny Harrego. 
-Ach, tak. Rozumiem, że teraz zrobisz mi wykład na temat tego, że nie powinnam zabierać O'Connery chłopaka. Wybacz, nie mam na takie gadki czasu, po za tym dobrze się stało, bo dzięki mnie dowiedziałyście się, że Harry nigdy nic nie czuł do niej - jaki tupet miała ta kobieta.. Myślałam, że zaraz ją zabiję gołymi rękami. Na środku ulicy. Przy tylu świadkach. O, właśnie.
-NIE SKOŃCZYŁAM Z TOBĄ ROZMAWIAĆ, FLACK - wrzasnęłam, aż kilku przechodniów zgromiło mnie wzrokiem, że zakłócam hałas tworzony przez samochody.. Mimo wszystko zadziałało. Kobieta stanęła. Widać było, że jest troszeczkę poirytowana i zła.
-Dobrze, chodźmy do Starbucksa, wariatko - mruknęła. 
-Okej, dziwko - szepnęłam prawie bezgłośnie. Zamówiła kawę odtłuszczoną, tak jakby miało jej to pomóc schudnąć. Wybacz, Carol, nic się nie da zrobić. Boże, tak. Nienawidzę jej. Możesz mnie za to pokarać. Ale najpierw ja ukarzę ją. 
-Chcesz coś? - spytała, jakby ją to obchodziło.
-Tak. Chcę, żebyś zostawiła Stylesa w spokoju. 
-Zabawna jesteś.
-Wiem, jednak teraz nie żartuję - warknęłam, kiedy usiadłyśmy już przy jakimś stoliku - Po co z nim jesteś? Zachciało ci się znowu być na pierwszych stronach gazet? Okej, udało ci się. A teraz odwal się od niego. Nie wiem, czy wiesz, ale Harry kocha Emily, a ty jesteś tylko przelotną znajomością. Jeśli ty teraz go nie zostawisz, on to niedługo zrobi. 
-Nie bądź taka pewna. Harry dużo mi mówił o Emily. Mówił też, że kiedy się spotkaliśmy zrozumiał, że mnie kocha naprawdę, a ona jest tylko całkiem ładną dziewczyną. Haha, słodki z niego szczeniak, nie sądzisz?
-Szczeniak? Uroczo go nazywasz.. Po co z nim jesteś?
-Bo jest diabelnie dobry w łóżku - rzuciła bez namysłu, a mnie zamurowało, gdy usłyszałam jej śmiertelnie poważny ton. 
-Tylko dlatego? Nie możesz znaleźć sobie jakąś gwiazdę porno, który będzie o wiele lepszy, a Harremu dać spokój? 
-Naprawdę jesteś zabawna. Myślisz, że mogłabym się związać z kimś takim? Nie mogę sobie na to pozwolić. Nie wiem, co o mnie myślisz, nie chcę tego wiedzieć, ale jednak swoją godność mam. Jeszcze, by mnie czymś zaraził - zaśmiała się. 
-Myślę, że nie masz skrupułów. Jesteś niewyżyta seksualnie i akurat musiałaś zaspokoić się Harrym? A jak ci się znudzi, to go rzucisz? Jesteś okropna - zastanawiałam się, czy ona ma w ogóle jakieś emocje. Wstrętna stara baba. 
-Kate, gdyby nie chciał, to bym go nie dotknęła. Wiem, że masz o mnie złe zdanie. Jednak nie zrobiłabym nic tak wstrętnego żadnej dziewczynie. Cała ta sytuacja, historia z Harrym nie należy do najlepszych, ale.. życie jest skomplikowane - westchnęła, po czym pożegnała się i wyszła. Tak, nie lubię jej. Może właśnie dlatego jej głębokie słowa nie przemówiły do mnie. Wręcz wydały się fałszywe. 




******
Postaram się teraz dodawać rozdziały regularnie. Co tydzień, chyba, że jesteście w stanie napisać więcej komentarzy niż po poprzednim postem. Jestem taka szczęśliwa, bo było ich więcej :> Okej co jeszcze by tu napisać. Na pewno witam nowych obserwujących, których jest 46 oraz dziękuję, ze tak często wchodzicie na bloga, z czego są ponad 44 tys. Może się trochę pobawimy i napiszecie w komentarzach jak dowiedziałyście się o tym blogu i jak długo go czytacie :> Było by mi miło. Proszę jeszcze o nie nominowanie mnie do różnych konkursów, gdyż nie mam czasu odpowiadać na te pytania. Dzięki i pozdrawiam 
Kiwcia xxx.







czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 60

Podróż samolotem była dosłownie koszmarem. Przez milutkiego Zayna byliśmy spóźnieni i musieliśmy jechać klasą ekonomiczną. Nie jestem wybredna, ale co do Kate... Bezczelnie zajęła miejsce obok mnie, żeby być naprzeciwko Nialla. Miałam ochotę ją zabić, aby tylko Harry usiadł obok mnie. W końcu jutro ostatni dzień spędzony razem. Teraz prawdopodobnie będę zmuszona jechać z brunetką do naszego mieszkania. Prze Liama dogadałyśmy się, że podczas mojej 3 miesięcznej trasy, może sobie tam mieszkać. Właściwie to jest nasz dom, ale dziewczyna uzgodniła, iż to ona zawiniła, wiec właścicielką jestem ja! Na noc pewnie zaproszę Harrego. W końcu 3 miesiące to dużo, ale postaram się odwiedzić go. 
-Harry, wpadniesz do mnie na noc?-zapytałam żegnając go na lotnisku. 
-Obawiam się, że nie. Dziś w nocy wyjeżdżamy. 
-Ale mieliście po jutrze, Lou tak mówił.
-On zawsze mówi bzdury. Kochanie, nie wytrzymam bez ciebie.- powiedział mi na ucho, zahaczając o nie językiem. Ciarki przeszły mnie na myśl o ostatniej nocy. 
-Kocham cię. Obiecaj mnie, że z nikim się nie prześpisz.
-Nie mogę ci tego obiecać, jak chcemy mieć dzieci.
-Harry ogarnij się! Ze mną możesz. 
-Okej. Pa skarbie. 
-Żegnaj.
Nie było tak katastrofalnie. Wiem, że mnie nie zdradzi, tu chodzi o nostalgie. No może niekoniecznie. Bardziej o tęsknotę za obojgiem. W każdym razie jestem już w domu. Te wakacje były cudowne, ale wszystko się kiedyś kończy. Właśnie siedzę na sofie gotowa do jutrzejszego wyjazdu. To moja pierwsza poważna trasa. Chcę aby wszystko wyszło jak najlepiej. Simon powiedział, ze otwierał będzie ją Ed. Nie dziwie się, bo to mój idol. A Gośćmi specjalnymi będzie Carly Rea Jepsen i Taylor Swift. Jestem ich wielką fanką.W ogóle jestem fanką wszystkich i One Direction. Choć w sumie mogę być fanką mojej rodziny. Postanowiłam jeszcze zadzwonić do chłopców i się z nimi pożegnać.
-Hej Louis, o której macie samolot?
-o 17? Mówiłem ci Emily. Jutro podjedziemy na lotnisko i się z tobą pożegnamy.
-ALe Harry mówił, że jedziecie w nocy.
-Ten Harry, który jest teraz u ciebie?
-Nie ma u mnie Harrego.- powiedziałam zdezorientowana. 
-Godzine temu do ciebie pojechał! -krzyknął- Nie żartuj sobie ze mnie!
-Louis nie ma i mnie Harrego! 
-To gdzie on jest? Dobra nie ma co panikować. Spróbuj się do niego dodzwonić, my z też, a potem się zobaczy.
-Dobra, może tylko stoi w korku. Pa.
Zaczęłam wydzwaniać do loczka. Trochę dziwna sytuacja. Nie wiem co powinnam zrobić. Postanowiłam wejść na jakąś stronę plotkarską. Może oni wiedzą. Oni wiedzą wszystko. Oooo....


Harry Styles spotyka się ze swoją ex-Caroline za plecami Emily   (ZDJĘCIA Z DZISIAJ)

Zapowiada size ciekawie. Nie denerwuje się, bo wiem, ze Harry by mi tego nie zrobił.Aaaa..... Pierwsza łza spłynęła mi po policzku.

Nasz kochany Harry zdradza swoją miłość życia ze swoją byłą wciąż seksowną Caroline Flack. Nie wiemy dokładnie jaki był cel ich spotkania, ale zdjęcia i ich wypowiedzi wskazują na jedno. Koniec ERRY czas powrócić do starych, lepszych czasów.

Szybko zeszłam na dół i zadzwoniłam do Louisa. 
-Zguba się znalazła. 
-Zdjęcia nie wyglądają jak z photoshopa. Emily tak mi przykro, Harry to jeszcze dziecko.- odpowiedział.
-Nie usprawiedliwiaj go. Dam sobie radę, kocham go ,ale na tym świat się nie kończy. Chcę usłyszeć jego wersję wydarzeń a potem kontynuować trasę. To jest  teraz najważniejsze nie?- powiedziałam i się rozłączyłam. Nie jestem beksalalą, ale w tej chwili leże na łóżku, przytulając misia, tęsknię za moją mama.


* U Harrego *

Przepraszam, przepraszam... Naprawdę kocham Emily. Kocham ją jak nikogo innego. Możne powiedzieć, że to moja pierwsza miłość. ALe jak Caroline do mnie zadzwoniła i zaczęła mnie przepraszać, to poprostu musiałem się z nią spotkać. Nie wiem co we mnie wstąpiło. To prawda była moją dziewczyną, jest gorąca. Ale kocham Emily, tak myślałem, zanim nie zacząłem się całować z Caroline. Ona jest bardziej doświadczona i ma takie usta. Harry co się z tobą dzieje... Wracając do chwili obecnej. Chłopaki pewnie już o tym wiedzą. Emily pewnie też i pewnie mnie nienawidzi, wszyscy mnie nienawidzą. Głupi jestem, ale teraz najważniejsze, żeby się nie obudzili.
-Witaj Haroldzie!- krzyknął Lou , zapalając światło.
-Louis =, przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło. Proszę nie mów Emily!
-A myślisz, ze skąd to wiem. Harry czy ty postradałeś zmysły! Kochasz Emily. Czy ja muszę ci to przypominać. 
-Ja nie wiem... Kocham je obydwie!!!!!-powiedziałem to. 
-Prześpij się.-doradził mi i zaprowadził do sypialni. 

-Pobudka idziemy pożegnać Emily! No chyba, ze wolisz iść do łóżka z tamtą starą blondynką.- obudził mnie głos blondyna.
-Czy każdy już o tym wie?
-No pół świata na pewno.
-Przestań.
-Stary, idź do Emily. Może choć będziecie znajomymi, żebyśmy my mogli się spotykać.
-Muszę naprawić swoje błędy. Poczekajcie na mnie w samochodzie.
Wstałem i poszedłem się umyć. Nie wiem co mam powiedzieć Emily. Zeszłej nocy zamieniłem się w dupka. Jestem dupkiem, jestem idiotą. 

* U Kate *

-Dzięki, że mnie też zabieracie. Pogadam trochę z Emily. Ostatnio nam to nie wychodzi.-powiedziałam do chłopaków, który po mnie przyjechali.
-Dla ciebie wszystko, ale wychodź już z samochodu bo samolot odleci.- powiedział Zayn, który tak między innymi chodzi przybity bo dawno nie widział Perrie. 
-Nie mogę.- odpowiedziałam.
-Czemu?- zapytali chórem.
-Nie chcę dotykać tego skunksa- spojrzałam na Harrego.
-Kate, rozumiem cię, ale nie dokuczaj mu.
-Spoko. Chodźmy do Em, chcę zobaczyć jak zrywacie publicznie.
-Przestań.-szepnął.
-Czy Caroline też tam będzie? Bo chcę zobaczyć jej gębę! 
-Przestań!-krzyknął.- Caroline jest sto razy ładniejsza od ciebie. Nawet jakbyś zrobiła milion operacji plastycznych. 
-Jaki z ciebie pierdolony dupek!- wrzasnął Niall. Mój bohater. Moze niewiele osób wie co między nami jest. Ale kocham go i wydaje mi się, że on mnie też. Ale teraz nie wytrzymałam i uciekłam z samochodu. Właściwie cały czas biegnę do Emily. Już ją widzę. 
-Emily!- krzyknęłam, zapomniałam, ze mnie nienawidzi. Ja po porostu rzuciłam się na nią.
-Eeeem Kate.-odezwała się. 
-Ja przepraszam, ale no potrzebuję przyjaciółki. Harry powiedział, że jestem sto razy gorsza od Caroline.
-Ja też przepraszam, za wszystko. Hazza cię po porostu omamił. Jak każdą. To idiota, trzeba się przyzwyczajać.
-Zgoda?
-Zgoda i możesz już ze mną mieszkać. Haha
-Kocham cię.
-Ja cie....- nie dokończyła bo-
-Emily!!!!!!!!!!- krzyknął Niall. Tak.
-Słuchajcie muszę już lecieć, dzięki za przyjśćie.
-Spoko. Papa.- pożegnała się ze wszystkimi, ale kiedy przyszła kolej na Harrego nie odeszli.
-Zgaduje, ze już wiesz.
-Wiem.
-I co?
-Ale ty głupi jesteś, po tym co przeszliśmy pytasz się mnie,, i co?''. To nie mogło trwać w nieskończoność. Nic nie trwa tak długo. 
-Chciałbym żebyś wiedziała, że wybrałem Caroline. Po prostu tak wyszło. Stara miłość powróciła, i teraz za bardzo nie wiem co powiedzieć.
-Nic nie mów, rozumiem. Rozumiem bo wiem co to miłość i ona jest nieobliczalna, więc nie będę się gniewać.- powiedziała, przytuliła go i odeszła. A my popatrzyliśmy się na siebie ze zdziwieniem.

* U Emily *

To boli, cholernie boli.

*********
Okej rozdział taki sobie, ale zawiera dramatyzm. Co jest najważniejsze. Prosze nie bijcie mnie. A tak poza tym tego bloga piszę dla siebie i 9 innych osób, które jedyne skomentowały. Mam pytanie, czy ja się pogorszyłam w pisaniu? Kiedyś lepiej komentowaliście. O wiele lepiej, a przybyło mi obserwujących, więc nie za bardzo rozumiem. Niestety jestem dobrym człowiekiem i wciąż was kocham. Więc do następnego rozdziału! 
Kiwcia xxx.





poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 59

* U Nialla *
Kiedy się obudziłem strasznie bolał mnie kark. Podniosłem się z niewygodnej kanapy i na wpółprzytomny rozejrzałem się. Na hotelowym łóżku leżała Kate w mojej koszulce. Miała szeroki uśmiech i najwyraźniej tylko udawała, że nadal śpi.
-Dzień dobry! - zawołałem ziewając. Brak odpowiedzi. Może jednak nie udawała. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę łazienki oznajmiając śpiącej królewnie, gdzie się wybieram. 
-Mogę z tobą? - usłyszałem cichy, nieśmiały głosik. Odwróciłem się i zobaczyłem śliczną dziewczynę, która patrzyła na mnie wzrokiem.. właśnie. Nie umiem określić w jaki sposób na mnie patrzyła, ale nie mogłem oderwać się od jej wielkich oczu.
-Oczywiście, zapraszam - zaśmiałem się. Nawet nie zauważyłem, kiedy zdążyła wstać i przytulić mnie. Byłem od niej niewiele wyższy, zaledwie jakieś trzy, cztery centymetry. 
-Może jednak innym razem. Przyjaciołom chyba nie wypada leżeć razem w wannie - mruknęła, a ja przybrałem szybko obojętny wyraz twarzy. Nie mogłem pokazać, że zabolały mnie jej słowa. Przyjaciele. Chciałem, żeby było coś więcej, ale nie! I oczywiście, to ja musiałem schrzanić. Ta noc mogłaby potoczyć się inaczej, gdybym nie zaczął gadać, że jest cudowna.. cudowną.. przyjaciółką. Tchórz. Nie mogłem powiedzieć dziewczyną? Może teraz razem byśmy leżeli na łóżku i nie czułbym ciągnącego bólu przy szyi. Westchnąłem, odsuwając od siebie Gilbert.
-Może i nie wypada. Ale na plaży nie zachowywaliśmy się tak, jak przyjaciele. Czemu odtrącasz moje uczucia?
-Przestań. To ty zacząłeś.. Powiedziałeś, że jestem tylko przyjaciółką. Myślisz, że to mnie nie zabolało, po tamtym pocałunku? Bolało. Boli. Jak cholera..
-Nie powiedziałem "tylko"! 
-Eh, nieważne - rzuciła siadając na fotelu.
-Właśnie, że bardzo ważne. Nie jesteś tylko przyjaciółką.. jesteś, aż przyjaciółką. Przecież, kiedy jesteś z kimś w związku, to twój partner jest jednocześnie najlepszym kumplem, prawda? Ty dla mnie taka jesteś. Tylko, że oprócz przyjacielskich uścisków, chciałbym się z tobą całować! 

Postanowiłem się pakować, kiedy wszyscy planowali przejść się na spacer. Ostatecznie, każdy został w hotelu i chował swoje rzeczy do walizek. Byłem sam w pokoju, gdy dołączył do mnie Harry. Wszedł bez słowa i usiadł na fotelu, po czym zaczął mi się przyglądać. Nie przerwałem pakowania i byłem pewny, że on jeszcze nie skończył się pakować.. O ile w ogóle zaczął. 

-Gratuluję stary.. 
-Dzięki - powiedziałem, choć nie miałem pojęcia, o co mu chodzi. Może widział mnie i Kate na plaży? Nikomu nie mówiliśmy.. Nic.
-To jak tam.. Wasz pierwszy raz? Musicie trochę bardziej uważać, bo jesteście bardzo, bardzo głośni.
-Daruj sobie te żarty. Przecież wiesz, że nic nie było.
-Jak to?! Przecież ja i Emily słyszeliśmy..
-To chyba podsłuchiwaliście nie ten pokój, co potrzeba. 
-To co wy do cholery robiliście?
-Nic. Zjebałem po całości - mruknąłem i opadłe na łóżko -Nazwałem ją swoją przyjaciółką, po tym jak się całowaliśmy.. Obraziła się i uważa, że moje uczucia są nieszczere. 
-O stary.. - rzucił Hazza zamyślając się na chwilę - Współczuję.
-Hm.. Wyjaśniliśmy sobie już wszystko. Chyba będziemy całkiem udaną parą. Jak myślisz?
-O ty kłamco!! Nie żyjesz. Harrego się nigdy nie okłamuje!! - wrzasnął i rzucił się na mnie. Łaskotki.. Łaskotki wszędzie.


*U Louisa*

Nie lubię zabawny w chowanego. Nie jestem zbyt dobrym poszukiwaczem. Pewnie dlatego znowu gdzieś zapodziałem Eleanor. Nie mogłem nigdzie znaleźć spodni, a ona spakowała naszą dwójkę. Ja pewnie bym tylko powrzucał wszystkie rzeczy do środka i znowu zostawił najważniejsze rzeczy w jakiejś szafce. Na wierzchu leżała moja piżama, więc założyłem materiałowe spodenki i ruszyłem na poszukiwania. Nie powiem, żeby ludzie nie patrzyli na mnie jak na idiotę.. Chyba nawet jakaś starsza pani się zawstydziła. W końcu ją dostrzegłem! Była w sklepiku hotelowym. Co ona znowu kupowała?
-Cześć, kocie, gdzie się podziewałaś? 
-Louis! Nigdzie, nigdzie. Coś potrzebujesz?
-Wiesz gdzie są moje spodnie? 
-Schowałeś je pod poduszką, żeby ich nie zapomnieć - zaśmiała się i pocałowała mnie w policzek. Objąłem ją mocno w pasie. Przy niej byłem taki szczęśliwy. Przykro mi było, kiedy nasze fanki ją krytykowały. To tak jakby krytykowały i mnie. 
-Zginąłbym bez ciebie, El. Co kupiłaś?
-Pewnie tak. Hm.. to miał być prezent dla ciebie. Jak bardzo chcesz mogę ci go teraz pokazać.
-Bardzo chcę - rzuciłem i zajrzałem do reklamówki. Spojrzałem zaskoczony na Eleanor, która uśmiechała się nieśmiało..

* U Emily *


-NIALL I KATE SĄ PARĄ!! - wrzasnęliśmy równocześnie, po czym zaczęliśmy się śmiać. Harry przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Uwielbiałam jego stanowczy, a zarazem delikatny dotyk. Pocałowała go w usta milionowy raz, a czułam się jakby to był ten pierwszy. Wyjątkowy za każdym razem. Spojrzałam w te dwa szmaragdy, a mój uśmiech zrobił się jeszcze szerszy. Czułam się jakby świat wokół nas wirował. Właśnie wracaliśmy ze spaceru po plaży. Niedługo przyjedzie autokar, który zawiezie nas na lotnisko. W końcu wrócimy do chłodnego, acz wspaniałego Londynu. Odwróciłam się, aby ostatni raz poczuć chłodną bryzę, aby ostatni raz stanąć na złotym piasku Hiszpanii, aby ostatni raz spojrzeć na morze.. 




*******
Z dużym opóźnieniem, ale jest. Rozdział 59... Chcę podziękować kilku osobom, one wiedzą. Za komentarze. Nie było ich wiele bo 8. Da się zauważyć, że jeden szczególnie przykuwa uwagę. Okej teraz trochę to nadrobię i spróbuję wcześniej dodać rozdział, w piątek. 
To prawda, ze nie powinnam się przejmować małą ilością komentarzy. Ale nie potrafię, w sumie mam 44 obserwujących. Moglibyście czasem coś napisać, jak czytacie. A raczej czytacie bo wyświetleń jest sporo. Ale mniejsza z tym. Mówcie mi jakie macie uwagi:> Jestem też na tt.